Eins, zwei…Polizei, Drei, vier… GRENADIER!!!

IX Warszawski Konwent Gier Strategicznych GRENADIER właśnie się skończył… No dobra, parę godzin temu, ale emocje i słońce jeszcze mnie grzeją… Oczywiście, my jako WFM byliśmy tam, aby wśród pasjonatów rekonstrukcji i gier planszowych krzewić ideę modelarstwa redukcyjnego.

Imprezę zaczęliśmy w sobotę stawiając się na miejscu w samo południe (albo chwilę po, bo były korki). Z racji niemiłosiernego upału byliśmy wdzięczni organizatorowi, który przydzielił nam miejsce na namiot w dosyć zadrzewionym terenie, i tylko odliczaliśmy czas do zacienienia. Niestety gorzej sprawa się miała z możliwością ekspozycji naszego hobby. Brakowało stołów, które od rana były zaanektowane do planszówek. Nie wiedzieliśmy co robić, jednak bezczelne wejście do głównego namiotu sprawiło, że staliśmy się bogatsi o 6 krzeseł, a po parunastu minutach kolejne natarcie doprowadziło do aneksji stołu. Wypakowaliśmy więc modele i przy naszym stoisku zaczęli się pojawiać pierwsi zaciekawieni. Ponieważ Damian był wyjątkowo mało rozmowny i odstraszał potencjalnych gości 2.WFM zaopatrzyliśmy go w pokaźny plik ulotek i wysłaliśmy w teren w roli małoletniej hostessy. Oczywiście przepadł na pół dnia bo, jak się później okazało, spotkał znajomych z grupy rekonstrukcji historycznej. Wcale nam to nie przeszkadzało, gdyż niańczenie rozwydrzonego nastolatka nie jest naszym ulubionym hobby, a i w namiocie było jak by chłodniej…

Po sąsiedzku trafił nam się namiot First to Fight z całkiem pokaźną wystawką gotowych modeli. No i mieliśmy okazję obejrzeć obrzydliwie wyciętego z ramek, ze śladami po łączeniach form, ale złożonego do kupy Renaulta FT-17, Panzerkampfwagena III oraz niemiecką piechotę :).

Upał był nieznośny, więc próbowaliśmy się zaszyć w głębi namiotu, jednak nasze stoisko było tak oblegane, że zamiast co chwilę podrywać tyłki, staliśmy dzielnie w pierwszej linii tuż za modelami i agitowaliśmy na całego. Ulotki znikały aż miło, dzieciaki zachwycały się modelami, a dorosłych w wesoły nastrój wprawiał widok kartek z informacją „Dotykanie modeli powoduje ból zębów/nosa”. Prawdopodobnie dzięki temu odbyło się bez strat, chociaż parę razy polerowaliśmy gablotę chroniącą U-boota z odcisków małych łapek, raz z odcisku psiego nosa i raz ze śliny jakiejś nienasyconej dziewoi.

Sobota, jako pierwszy dzień Grenadiera, obfitowała w zdecydowanie lepsze efekty pirotechniczne oraz większą ilość sprzętu. W niedzielę zabrakło niestety czołgu FT17 oraz 3 tankietek, a goliat, który w sobotę mało nie raczył się sp…aść z paki podczas załadunku również nie pojawił się następnego dnia.

Oprócz doznań wizualnych oraz dźwiękowych organizatorzy grenadiera postarali się o zapewnienie doznań smakowych. Niestety ta część imprezy nas zawiodła. Albo z niewiadomych przyczyn pani sprzedająca pieczone ziemniaki nie chciała nas nakarmić zbywając pod różnymi pretekstami (nie dowieźli jeszcze ziemniaków/nie umiem rozpalić pieca/właśnie wszystkie wyszły/proszę przyjść za pół godziny). To trzykrotne ostrzeżenie powinno dać nam do myślenia – zakupiony wreszcie ziemniak nie spełnił swojego zadania i tylko bardziej zaostrzył apetyt. Rozejrzeliśmy się za innym źródłem zasilania…

Jeżeli jeszcze nie wiecie – WOJSKOWA GROCHÓWKA TO ŚCIEMA!!! Pojęcia nie mam, co robią w wojsku kucharze, skoro od ładnych paru lat wojsko nie gotuje grochówki tylko zapewnia ją zewnętrzny catering. Zdobyczny czerwony kartonik zachęcał do skonsumowania” sobotniego gorącego posiłku”… Jego zamiana na plastikową miseczkę wypełnioną podejrzaną cieczą odbyła się w całkiem przyjemnej atmosferze urozmaicanej zapytaniem o dodatki w postaci pieczywa i wielkość serwowanej porcji. Do wyboru były dwie – średnia i duża, a ponieważ widok posiłku nie wzbudzał zaufania poprosiłem o mniejszą… Faktycznie – była „średnia” i powinna nazywać się „krupnik, bo zabrakło grochu”, a dwa kawałki boczku czy innej pseudowędzonki to skandal!!

W pewnym momencie nasz apetyt dosyć intensywnie pobudził świdrujący nosy zapach musztardy i zachciało nam się czegoś z grilla, jednak Prusacy w maskach przeciwgazowych i kłęby żółtego dymu dosyć szybko oddalili tę perspektywę.

WFM dziękuje Bartkowi Stawskiemu, za pomoc i promocję modelarstwa, i którego kontrowersyjne egg-panzery wzbudzały ogromne zainteresowanie i zachwyt wśród zwiedzających 🙂

tekst: FAZZY_bez_humoru,

zdjęcia: M. Schmetterling, FAZZY_bez_humoru

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Eins, zwei…Polizei, Drei, vier… GRENADIER!!!

  1. No i ładnie, szkoda że sobotę przespałem… Odgłosy wystrzałów które powoli do mnie zaczynały docierać, przypomniały o Grenadierze…
    Utwierdziło mnie to też w podstawowym prawie natury: na imprezy kilkudniowe jedziemy dnia pierwszego 😛
    Pozdrawiam namiot Fiest 🙂

...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s