Dzień Dziecka w Parku Szczęśliwickim

Są takie dni, w życiu każdego modelarza, że myśli tylko o jednym… Nie, nie o 50% obniżce i wyprzedaży w pobliskim sklepie modelarskim… O ludobójstwie… I nie potrafię określić kto jest większą stonką dla naszego półświatka – dzieci, czy ich rodzice.

A zaczęło się od tego, że kolejną imprezą, na której postanowiliśmy przybliżyć wartości naszego hobby szerszemu gronu ziemskiej populacji, był Dzień Dziecka organizowany przez Urząd Dzielnicy Ochota na stołecznych Szczęśliwicach.

Na start niezbyt fortunnie przydzielono nam miejsce na namiot – z jednej strony plac przed sceną, na której przerośnięty krasnal zachęcał do wspólnej zabawy mniej wyrośnięte krasnale, z drugiej – nasza dzielna Policja, która udostępniła swój radiowóz, a w szczególności sygnały dźwiękowe i aparaturę nagłaśniającą. No dobra, to nie było najgorsze miejsce. Mogliśmy trafić po sąsiedzku na kucyki i prowadzić warsztaty modelarskie siedząc i rzeźbiąc w kucykowym guanie. W każdym bądź razie rozmawiać normalnie się nie dało i pojęcia nie mam na ile zrozumieli nas ludzie, którym wręczaliśmy ulotki WFM – twierdzili, że przyjdą…

Organizator tej imprezy również nie stanął na wysokości zadania… tym razem zabrakło dla nas krzeseł. Obiecane stoły owszem, były, ale ich nazwa nie odzwierciedlała stanu, którego oczekiwaliśmy po ich szumnej nazwie. Nadgryzione zębem czasu i bardzo niestabilne nie zapewniały należnego modelom bezpieczeństwa. W związku z tym, bogatsi o doświadczenia z „Grenadiera”, wyruszyliśmy z Bartkiem na łowy. Trwało to dokładnie tyle ile miało trwać, a 3 zwycięskie rundy po terenie parku sprawiły, że stoisko WFM wzbogaciło się o trzecią niepewną ławkę i 4 bardzo pewne krzesła.

Oczywiście, nie zdążyliśmy jeszcze się rozstawić, a już pierwsi zainteresowani zaczęli zaglądać nam w pudła licząc na jakieś darmowe fanty. Po ćwiczeniach tydzień wcześniej, wypakowywanie modeli z pudeł i tworzenie wystawki idzie nam coraz sprawniej. Jak zamkniemy się w 10 sekundach zaczynamy szukać roboty w jakimś pit-stopie F1. Później niestety zainteresowanie opadło, większość ludzi tylko z daleka rzucała okiem ciągnięta przez progenitury w kierunku sceny. Na szczęście (a niektórzy na nieszczęście nasze i modeli) wracali później oglądać z bliska, bardzo bliska i ręcami…

Cóż, nasze hobby nadal traktowane jest pod szyldem „żołnierzyków, samolocików i zabaweczek”, co niestety przekłada się na brutalne traktowanie modeli. Mimo tabliczek, które zostały użyte na „Grenadierze” i odniosły niemały sukces, nie obeszło się bez strat. Maluchy potrafiły podejść i oglądać z rękoma założonymi do tyłu, czasami pokazywały palcem i zadawały pytania, czasami nawet bez upomnień ze strony opiekunów. Starsze dzieciaki, które pojawiły się na imprezie w towarzystwie rówieśników i bez nadzoru dorosłych, niewątpliwie posiadały umiejętność odczytywania słowa pisanego, miały jednak problem z wychwyceniem sarkazmu i albo dopytywali o treść tabliczek albo dostawali po łapach. Za to dorośli z premedytacją i w pełni świadomie lekceważyli informacje i bez krępacji potrafili wziąć do ręki model albo popukać w niego palcem. Cóż… społeczeństwo daje się wychować… a metodą najskuteczniejszą jest w tym przypadku metoda kija i rzepy. Tak, rzepy, a nie marchewki… a jak ktoś nie rozumie, to pewnie dlatego, że jeszcze nigdy w życiu nie dostał rzepą po jajach…

Koleją „atrakcją”, która dała nam się we znaki na Szczęśliwicach był wiatr… O ile tęskniliśmy za nim w upalny weekend tydzień wcześniej, to tym razem było go aż w nadmiarze i miotał jak szatan naszym namiotem. Ponieważ przydzielona została nam miejscówka na wybetonowanym placu, nie było możliwości zakotwiczenia namiotu do gruntu. Rollup został przywiązany do namiotu aby nie odfrunął, a ja i Darek znaczną część imprezy spędziliśmy stojąc przy słupkach i dociążając całą konstrukcję. Mimo wszystko były to całkiem dobre lokalizacje do kolportażu ulotek i zachęcania do odwiedzenia WFM.
Jednocześnie mieliśmy niezły widok na pobliskie atrakcje. Długą, wijącą się i drącą małe japy kolejkę do radiowozu, który co prawda redukował drące japy do jednej sztuki, ale akurat do tej, która dorwała się do nagłośnienia. Furorę robiły również policyjne akcesoria: pejcze, kajdanki, tonfy i inne sprzęty zapewniające moc uciech kibicom drużyn piłkarskich, a uprzejma pani policjantka pomagała przymierzać prawie wszystko co się dało przymierzyć. Zdziwił mnie tylko gość, który trzymając na rękach może półtoraroczną córę (albo chłopca w kokardkach, bo to teraz modne i równouprawnienie jest), wsadził jej w łapkę tonfę, a następnie kazał się żonie fotografować… I niestety bardzo żałuję, że nie zdążyłem zrobić zdjęcia wygolonemu na łyso karkowi, w szykownych spodniach z lampasami i literką L w białym kółku. Wyglądał naprawdę zabójczo w policyjnej kamizelce szturmowej, w kasku, z tarczą i pałką do pacyfikowania tłumów jemu podobnych. Do kompletu brakowało mu tylko koszulki w klimacie HWDP, a zdjęcie zrobiłoby furorę na forach łysych entuzjastów piłki kopanej po żebrach.

Jako jeden ze „sponsorów” imprezy, mięliśmy ufundować dla dzieciaków nagrody w konkursie plastycznym. Przeznaczyliśmy na ten cel 2 książki oraz 2 modele. Jednak organizacja zawiodła – konkurs odbył się inaczej niż nas informowano, a my nawet nie mogliśmy zdecydować, które prace chcielibyśmy nagrodzić… Ba, nawet nie było nam dane żadnych obejrzeć, a wiadomo, że modelarze mają wysoce rozwinięty gust i artystyczne postrzeganie świata i sprawiedliwie oceniliby zaprezentowane prace.

No i nasze dobre chęci nie zostały przez nikogo docenione, kiedy z Bartkiem, uzbrojeni w skalpele, chcieliśmy na koniec imprezy pokazać dzieciom jak wygląda kucyk od środka…
A potem wkurzeni, licząc straty i uszkodzenia modeli wróciliśmy do domów…

tekst i zdjęcia: FAZZY_bez_humoru

Reklamy

...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s