Zameczkowy Festiwal Modelarski – Kielce 2014

Kochany pamiętniczku… nastał początek „wakacji” – ten okres, kiedy komunikacja miejska nie jest już w stanie dowieźć nas punktualnie do fabryki, bo ktoś wydumał, że gimbaza jeździ do szkoły na 7, a skoro teraz nie jeździ, to można obciąć połowę kursów. Konkursów również jak na lekarstwo, na forach jakby spokojniej, a modelarze w zaciszach swoich pracowni przygotowują ciężki oręż do walki o wyróżnienia w kampanii wrześniowej. Niestety fala upałów w tym nie pomaga – jak któryś ma klimatyzowaną modelarnię to niech się przyzna i użyczy!

Kalendarz imprez modelarskich został przewertowany przez Bartka w poszukiwaniu jakiejś imprezy w te i na zad, i postanowiliśmy wyskoczyć przed martwym sezonem na Zameczkowy Festiwal Modelarski w Kielcach.
Druga impreza modelarska w tym zacnym mieście w ciągu roku? Na pierwszej było świetnie, więc czemu by nie… W dodatku termin 28-29 czerwca pokrywał się ze Świętem Kielc, które reklamowało się jako „miasto z pasją tworzenia”.

sk-2014-plakat-new-th
Brzmiało zachęcająco, prawda? W dodatku w wątku forumowym co raz pojawiały się dodatkowe informacje, a to o objęciu patronatu nad konkursem przez prezydenta miasta, a to o dodatkowych nagrodach, o grupach rekonstrukcyjnych, pokazach samochodów RC, patronach medialnych oraz spotkaniu integracyjnym. Jak by to określił niejaki Jakub P. zwany przez Krzysia „misiem o małym rozumku” – weekend zapowiadał się „miodzio”.

Ponieważ od pewnego czasu z Ostachem jesteśmy w separacji… na wyprawę w świętokrzyskie wyruszyliśmy w okrojonym składzie – ja, Bartek i Zenon tankista. Nie przeszkadzało nam to jednak bezczelnie i po kryjomu, bez wiedzy wykonawcy i właściciela załadować auto dodatkowymi modelami w postaci 4 sztuk pancerki w 1/48 i jednego U-boota, któremu odłazi pokład.

W trasę wyruszyliśmy ok. 9tej i nie było to zbyt rozsądne, zważywszy na zwiększony ruch na drogach w pierwszy weekend wakacji. Podziwiając piękne okoliczności przyrody, i żałując, że nie jesteśmy w stanie podrzucić do Krakowa dwóch autostopowiczek (sorry, modele mają priorytet), bez większych przeszkód i emocji dotarliśmy do celu. Nazwa dzielnicy – Białogon –od skróconego „białego ogona” podobno pochodzi od bobrów, ale po głębszej analizie okolicy w poszukiwaniu czegoś dla ochłody, zgodnie stwierdziliśmy, że to raczej od psów szczekających dupami na peryferiach miasta…

Na miejscu konkursu pojawiliśmy się około południa, czyli 2 godziny przed końcem przyjmowania modeli i widok, który zastaliśmy był dosyć zaskakujący… stołów mało, a miejsce na nich zajmowały głównie tabliczki z nazwą kategorii. Niestety nie powiało grozą ani chłodem, co w tak upalny dzień było nader pożądane. Cóż, skoro już tu dotarliśmy, to trzeba to jakoś zapełnić. No i zaczęło się noszenie, ustawianie, wypisywanie 22 kart startowych, a i na sali zrobiło się jak by tłoczniej…

Pojawiło się kilka modeli znanych z innych imprez modelarskich, ale w niektórych kategoriach nadal brakowało konkurentów. Całkiem zgrabny i logiczny podział kategorii konkursowych nie zdał egzaminu w obliczu klęski nieurodzaju w DK „Zameczek”.

Resztę czasu, w oczekiwaniu na oficjalne rozpoczęcie festiwalu spędziliśmy na zewnątrz, w cieniu ścianki wspinaczkowej, podziwiając techniki alpinistyczne tambylców i tambylczyń, i była to chyba największa atrakcja imprezy. Samo otwarcie imprezy też odbyło się bez fanfar, krótkie przywitanie, słowo o patronacie, szumne nazwanie konkursu „ogólnopolskim” bo pojawili się modelarze i z byłej i z obecnej stolicy…

Zapytanie o planowaną imprezę integracyjną zostało przyjęte bez entuzjazmu – być może nie uwzględniono nas w grafiku i nie chciano się z nami integrować. Postanowiliśmy więc, że sami zapewnimy sobie rozrywkę na resztę dnia. Jako, że nie jesteśmy zagorzałymi fanami piłki skopanej, wypytaliśmy autochtonów od wspinaczki jaki stosunek mają „lokalsi” do ludzi z naszych stron, czy nie oberwiemy po daszku za koszulki z syrenką, dostaliśmy namiar na dobre jedzenie i poszliśmy w miasto…

Trafiliśmy na ulicę Sienkiewicza i odbywający się tam Jarmark Sztuki oraz Jarmark Kielecki.


Czyli wszelkiego rodzaju rękodzieło i inne wyroby, których ludzie normalnie by nie kupili, ale na takich imprezach schodzą masowo… przy okazji wypatrzyliśmy kilka „dioram”:

P1180645 P1180649
Po zaostrzeniu apetytu chlebem ze smalcem i ogórkiem postanowiliśmy odnaleźć lokal polecany przez alpinistów. Nazwa „Kojot” zachęcała do spożycia padliny, a klimatyzowane wnętrze było tym czego oczekiwaliśmy po dniu spędzonym pośród tłumu na rozgrzanych kieleckich uliczkach. Po krótkim rozeznaniu w knajpie, przejściu paroma korytarzami, które z powodzeniem mogły by udawać Wilczy Szaniec, zajęliśmy strategiczne miejsce naprzeciwko wyjścia z kuchni. Po złożeniu zamówienia, umilaliśmy sobie czas kontemplując to wiszący na ścianie plakat

plakat bogart
to kręcące się co chwila wydekoltowane kelnerki

kelnerki kojot
Przy okazji wymieniliśmy z Bartkiem krytyczne uwagi odnośnie konkursu i wyraziliśmy nadzieję, że przynajmniej sponsorów i nagród zapowiadali dużo i kto na co ma szansę.

Mógłbym tu napisać o długim oczekiwaniu, o podawaniu dań do stolika w różnych odstępach czasu, braku udzielenia odpowiedzi na zadane pytanie kim jest ten gość za barem, o zimnym jedzeniu i znalezieniu na talerzu włosa jakiejś wąsatej meksykanki. Napiszę tylko, że to kolejny klon knajp typu Sphinx, ceny przyzwoite, porcje duże, ale ogólnie nie polecam…

Po posiłku postanowiliśmy udać się do miejsca spoczynku, a że spodziewaliśmy się zastać tam aparat TV – zaopatrzyliśmy się w niezbędnik kibica czyli chipsy i piwo (teraz nagle fani skopanej? przyp. Ostach). Droga wylotowa z Kielc, okolica nieciekawa, na widok wygolonych na łyso 5-latków z kijami baseballowymi Bartek nawet zamknął okno (jak by go to miało w czymś ochronić), ale rano autko było całe i bezpiecznie dotarliśmy z powrotem na miejsce konkursu…

Na sali nadal nie było szału, obecności grup rekonstrukcyjnych nie stwierdzono (no chyba, że przyszli po cywilu w T-shirtach i krótkich spodniach), autek RC również brak, za to po sali wystawowej ze dwa razy przeleciał mały styropianowy hihopterek. Modele nieznacznie poprzestawiane, żeby zatrzeć braki w niektórych kategoriach. Pojawiła się za to giełda modelarska, która z powodzeniem rozłożyła się… na dwóch parapetach. Oprócz kilku (nie „nastu”) monografii i modeli kartonowych wypatrzyliśmy dwa (słownie 2) modele w skali 1/72 – revellowskiego FW-189 i trumpeterowego jagdpanzera. Cóż, mogło nie być niczego…

W końcu nadszedł długo oczekiwany moment czyli uroczyste zakończenie Pierwszego Festiwalu Modelarskiego o Puchar Prezydenta Miasta Kielce, bo od momentu objęcia patronatu przez prezydenta miasta Zameczkowy Festiwal Modelarski zmienił nazwę. Niestety zdjęcia nie posiadam, ale „puchar” bardziej przypominał wyciosaną z drewna płytę nagrobkową i zdecydowanie wyróżniał się na tle pozostałych nagród. Przy okazji, trzeba przyznać, że władze Kielc rzeczywiście promują pasję tworzenia, gdyż była to już druga objęta przez nich patronatem impreza po ubiegłorocznym Świętokrzyskim Festiwalu Modeli Redukcyjnych, a i w tym roku wrzesień w WDK zapowiada się nader interesująco i patronat został podtrzymany.

Parę słów wsparcia i podziękowań za „liczne” przybycie na konkurs ze strony przedstawicieli władz i organizatorów rozpoczęło ceremonię zakończenia imprezy. Wyczytywanie nazwisk i przyznawanie wyróżnień poszło sprawnie i hurtowo odbierało się dyplomy za kilka kategorii oraz symboliczną statuetkę. Dzięki słabej frekwencji organizatorzy nie rozdali większości trofeów, więc na przyszły rok wystarczy tylko wymienić tabliczki z datą i pula nagród będzie zaktualizowana.

Przy okazji wyszło na jaw, że pomimo pojedynczych modeli w niektórych klasach zostały one rozegrane, co nijak się miało do zastrzeżeń o łączeniu klas w przypadku małej ilości zgłoszeń. Widocznie organizatorom zależało na nagrodzeniu jak największej liczby modelarzy, żeby podreperować w ich oczach wizerunek konkursu. Chociaż z drugiej strony… „jak wszyscy są super, to nikt nie jest…” więc co to za wyróżnienie?

Następnie rozdano nagrody specjalne, wśród których znalazły się puchary za „najlepszy model w kategorii…”. Niestety, tutaj również organizatorzy się nie popisali nagradzając modelarzy, którzy nie mieli z kim konkurować, albo przyznając puchar za ewidentnie słabszy model, bo właściciel tego lepszego został już nagrodzony w innej kategorii… I tu pojawia się pytanie o to kto, lub co jest nagradzane na konkursach i festiwalach modelarskich? Modelarz, który zrobił dobry model czy sam model? I czy nagrodę dostaje się za konkretną pracę czy za całokształt twórczości?

Dodatkowym zaskoczeniem był fakt, że na konkursie miała być przyznana nagroda Top Tomcat, co powinno wskazywać na obecność „piżamowców” z grupy Tomcatsky. Żadnego z nich nie zlokalizowaliśmy w sobotę – zdarza się, mogliśmy się po prostu minąć, ale w niedzielę również na próżno wypatrywaliśmy kogoś w uniformie… Nagrody i tak nie przyznano, bo nie pojawił się na konkursie żaden model spełniający jej kryteria, a i okazało się, że to organizatorzy postanowili „wejść w kompetencje” Tomcatskych i zdublować ich wyróżnienie. Hańba wam i tyle!!!

Poza tym, organizatorzy „wspaniałomyślnie” postanowili ufundować i dołączyć nagrody, które im „nie zeszły” do puli nagród na IV Festiwalu Modeli Plastikowych w Łasku. Szkoda, że termin akurat pokrywa się z II Świętokrzyskim Festiwalem Modeli Redukcyjnych w Kielcach, bo warto pojawić się na obu imprezach… My jeszcze nie wiemy gdzie będziemy, ale przedstawiciele WFM z pewnością gdzieś dotrą…

Pakowanie modeli do samochodu poszło nam sprawniej niż w sobotni poranek, parę dobrych słów na dalszą drogę modelarską i już pędziliśmy rozgrzaną obwodnicą. Po rozczarowaniu konkursowymi niedociągnięciami postanowiliśmy zatrzymać się gdzieś na trasie w celu podreperowania nastrojów… nie, nie na „jagodzianki” czy inne leśne ssaki, ale na porządny posiłek w przydrożnej jadłodajni. Oczywiście wybór padł na schabowego i modrą, niestety ukiszoną, kapustę. Nie pamiętam zawartości talerza Bartka, ale pod posiłek próbowała się podpiąć nader upierdliwa mucha, z którą nie chciał się ani podzielić ani zaprzyjaźnić.

Na szczęście obyło się bez strat w modelach… a po stratach moralnych jeszcze się nie pozbieraliśmy…

Reklamy

...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s