Projekt Stalowa Wola*

(Jeżeli gdzieś w tekście znajdą się jakieś podejrzane * to ich wytłumaczenie znajdziecie zapewne gdzieś na końcu tekstu, jak się to praktykuje w większości innych poczytnych publikacji…)

Nie to, że dawno nie jeździliśmy nigdzie na konkursy, tylko osoby wydelegowane do opisywania wrażeń z wojaży nie spełniały swojego zadania, w związku z czym znowu to ja będę Naczelnym Skrybą (takim gościem od skrybania) tej strony. O imprezie w Stalowej Woli dowiedzieliśmy się z Bartkiem podczas pobytu na konkursie w Mińsku Mazowieckim (było fajnie, ale komuś się nie chciało o tym napisać). Ponadto jeden z organizatorów, znamienity handlarz modelarskim stuffem, zapraszał do siebie, abyśmy „zobaczyli jak się robi prawdziwy konkurs” (cokolwiek miało by to znaczyć – robili tak jak my w tym roku, po raz trzeci). Został nam zaprezentowany nawet plakat reklamujący imprezę, jednak zaczęliśmy marudzić, że daleko, że pogoda nie sprzyja, że jednodniowy i nie będzie czasu wszystkiego obejrzeć… Głosem przeważającym szalę, na korzyść wyjazdu do Centralnego Okręgu Przemysłowego, było wspomnienie o grochówce. No więc pojechaliśmy…

Z duszą na ramieniu i łańcuchami na koła w bagażniku, po 2 telefonach od mego osobistego Padre, czy na pewno bezpiecznie jechać w taką pogodę, zajechaliśmy po Bartka. Upychanie modeli w aucie mamy przećwiczone od dawna, ale z racji tego, że po raz pierwszy wziąłem najmniej i najbardziej nikczemne gabarytowo modele poszło sprawniej niż zwykle. W dodatku jego pudło z kilkunastoma modelami jest zdecydowanie bardziej wygodne w przemieszczaniu niż większa ilość małych pakuneczków. No i bezproblemowo mieści się w bagażniku. Następnie odbyliśmy podróż na prowincję po Ostacha i jego pudełka po butach, które upychaliśmy szuflą do śniegu bo wziął więcej niż początkowo zgłaszał…

zdj2 zdj1O dziwo, zaskoczeni przez zimę drogowcy stanęli na wysokości zadania i trasę Radom – Zwoleń – Sandomierz – Stalowa Wola pokonaliśmy bez przeszkód, kontemplując okoliczności przyrody i ciesząc się swoim towarzystwem w ciasnej zamkniętej przestrzeni. Satelity bezbłędnie doprowadziły nas do celu, a konkretnie do bramy wjazdowej na teren Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1, kiedy to drogę zastąpił nam mały zielony ludek w płaskiej zielonej czapeczce. Uprzejmie uchyliłem szyby aby usłyszeć stanowczą acz niezbyt przekonującą prośbę o parkowanie wzdłuż ulicy Hutniczej. Starając się być równie uprzejmym zripostowałem, że będziemy nosić modele, w skutek czego mały zielony ludek uznał, że właściwym będzie zakończyć burzliwą dyskusję i zezwolił na wjazd na teren „szkoły charakterów”. Ostach z zazdrością spoglądał na imponujący baner pod którym zaparkowaliśmy…

zdj3…mrucząc pod nosem, że gdyby wiedział to by swoją edukację w inny sposób ułożył, charakteru nabył, w mundurze paradował i był oblegany przez ponętne dziewoje w liczbie co najmniej dwóch. Nasza to wina i niedopatrzenie, gdyż do Stalowej Woli dotarliśmy dopiero na trzecią edycję konkursu i nieświadomie Ostacha przez 2 lata unieszczęśliwialiśmy.

zdj4 zdj5Przed wejściem do budynku stał okazały dodge, którego później nie omieszkaliśmy dokładniej zlustrować i wymacać, oraz autka do rajdów górskich.

Po przekroczeniu progu musieliśmy wyglądać niezbyt wyraźnie, bo zaraz doskoczył do nas zorientowany przedstawiciel GRH, zaproponował rutinoscorbin oraz wskazał drogę na pierwsze piętro do rejestracji modeli. Ponieważ wyjazd nie był spontaniczny, już wcześniej zgłosiliśmy modele przez internet. W związku z tym odbiór kart startowych zarejestrowanych modeli odbył się błyskawicznie przy stoliku obsługiwanym przez zorientowanych modelarsko gentelmanów. Gorzej sytuacja przedstawiała się z rejestracją na miejscu. Ostach wystał dobre 20 minut w kolejce do 3 niewiast, które beznamiętnie wklepywały w komputery dostarczane przez modelarzy odręczne bazgroły klasyfikujące ich dzieła. Razem z Bartkiem zdążyliśmy się wypakować, rozstawić modele na stołach i oblecieć giełdę zanim Ostach nas odnalazł i radośnie stwierdził, że idziemy oglądać modele…

A było co oglądać.

Aaaaaaaaaaaaaaaaale najpierw napiszę o giełdzie bo była naprawdę imponująca. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania, zapewnili całkiem wygodne miejsca dla stoisk, a handlarze wszelkim modelarskim szpejem dopisali tak liczbą jak asortymentem.

Moją uwagę przykuło akurat najbardziej oddalone, na samym końcu giełdowego korytarza, małe stoisko z kilkunastoma zielonymi drzewkami. Zlustrowałem je, próbowałem nawiązać jakiś kontakt werbalny ze sprzedawcą, ale że nie był zbyt skory do rozmowy i dzielenia się tajnikami jego pracy, wziąłem ulotkę z adresem strony. Pamięć mam dobrą, ale wiadomo, nie można pamiętać wszystkiego. No więc jak by kto zapomniał, albo zgubił folder reklamowy, albo go nie było, to dzielę się ze wszystkimi z zastrzeżeniem, że żadnych tantiem za reklamę nie przygarnąłem: http://www.drzewamodelarstwo.pl Prezentowana na stronie flora to tylko przykłady, producent deklaruje wykonywanie zamówień wg. konkretnych potrzeb, ale i tak jest na czym oko zawiesić. Pozostaje tylko kwestią sporną zakup takich drzewek i umieszczenie ich na dioramie, którą później zaprezentuje się na jakimś konkursie. Czy jest to jeszcze „nasza” praca, czy już zbyt duży wkład i pomoc innych modelarzy? Tak samo jak gotowe podstawki albo figurki, które również można było nabyć na giełdzie. Wiadomo, model na podstawce, odpowiednio przykurzony, prezentuje się zdecydowanie atrakcyjniej niż taki sami model postawiony np. na zielonym suknie. I chociaż sędziujący zawsze zastrzegają, że jeżeli to kategoria, dajmy na to, pojazdy wojskowe, to oceniany jest sam pojazd, a nie to na czym stoi, to i tak każdy większą uwagę zwróci na model z odpowiednio dopasowaną otoczką.

Jak zwykle pobyt na giełdzie zaowocował nowymi nabytkami. Tym razem zakupiłem trzymadełko do żyletkowych piłek, które rewelacyjnie sprawdzają się przy obróbce żywicy, a których kilka sztuk zdążyłem już połamać przez nieudolne trzymanie w kończynach mych chwytnych, górnych. I z racji tego, że na konkurs pojechał z nami mój osobisty rodziciel, pozwoliłem sobie zaciągnąć go na giełdę i entuzjastycznym „tato, tato, kup mi model!!!” spróbować naciągnąć na nieplanowany wydatek. O dziwo odniosłem zamierzony skutek, poddaliśmy dogłębnemu zlustrowaniu zawartość pudełka z Tamiyowskim Stugiem w wersji dla Fińczyków i… górę wziął zdrowy rozsądek. Z racji posiadania ponad 20stu rozgrzebanych modeli i niezbyt rokującymi prognozami na szybkie sfinalizowanie budowy któregokolwiek z nich postanowiłem sobie darować chwilowo większe zakupy.

Co do obecnych na konkursie modeli, było co oglądać, bo organizatorzy zapewnili stoły wystawowe na ponad 900 modeli podzielonych na kilkanaście kategorii. Jako, że jak to Ostach zgrabnie określił, „na papierze się drukuje, papierem się podciera”, swe kroki skierowaliśmy pomiędzy plastiki i żywice. Samo oglądanie było co raz to przerywane kolejnymi wybuchami radości z okazji spotkań z modelarzami z innych części kraju, dyskusjami na temat wysokiego poziomu prezentowanych prac, chwaleniu co kto nowego zaprezentował. Przy okazji dyskusji z niejakim Kogutem stwierdziliśmy, że po pierwsze jest zbyt podatny na sugestie innych (ty nie zrobisz?) to jest większym zwyrolem niż sądziliśmy (butelka coca-coli 0,33l w skali 1/72 toczona ze światłowodu). A dowód sam autor zaprezentował tutaj: http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=64&t=47537 (to takie małe na prawej płozie z przodu to nie lampa pozycyjna… to rzeczona butelka)
Niech modele i zdjęcia suto zastawionych stołów same bronią wizerunku imprezy:

I chociaż członkowie GRH szturmowali przede wszystkim kocioł z grochówką (dzięki Mariusz, warto było) to znaleźli również czas, by zaprezentować swoje fanty:

Oczywiście, w składzie naszej grupy wyjazdowej pojawiła się nasza fiestowa maskotka, która chętnie pozuje do zdjęć przy ciekawych, fajnych, śmiesznych albo z innego powodu przyciągających naszą uwagę modelach. Panie i niepanie… Zenon wytypował:
zubożonego o parę części TIE-fightera stylem grzbietowym, babola w wiatraku Flachentego, panią ze smokiem na smyczy, Lessie na szrocie, Tygrysa I w kraju kwitnącej wiśni i kilka innych

A na koniec taki mały smaczek, praca odmienna wizualnie od innych, posiadająca klimat i „to coś”. Autora nie znamy, ale chętnie poznamy, tym bardziej, że podczas podziwiania i komentowania dioramy, parę osób również pytało czy wiemy kto to uczynił:


Jak powszechnie wiadomo, zwieńczeniem każdego konkursu modelarskiego jest uroczystość wręczenia wyróżnień i nagród za najlepsze, zdaniem sędziów, prace. I zanim przejdę do meritum, chciałbym tylko podkreślić, że nie uważam iż osoby, którym coś nie wychodzi powinny być piętnowane, ale ewentualna kara może motywować pozostałych 😀

Pierwszym „ale”, akurat nie do końca zależnym od organizatorów, było zabieranie modeli i pakowanie swojego dorobku przed końcem imprezy. Niestety nie sposób tego upilnować, ale nikt nie oponował więc część modeli zniknęła ze stołów jeszcze przed godziną 15stą. Ponad to, kiedy godzina zakończenia zaczęła się przesuwać, organizator dał wszystkim „15 minut” na spakowanie modeli, co przetrzebiło zastawę stołową do pojedynczych sztuk. W końcu i my, z troski o bezpieczeństwo modeli wśród zgromadzonych na stołach pudeł zdecydowaliśmy się pochować nasze ulepki.

Po pierwszych słowach podziękowania od organizatorów za pomoc w stworzeniu atmosfery i przyczynieniu się do promocji modelarstwa wręczono na szybko kilka nagród, po czym znowu zaczęły się jakieś podziękowania, wymienianie sponsorów, pomocników i wychwalanie pod niebiosa wszystkich, którzy przyczynili się do zaistnienia imprezy. Nagłośnienie było, a jakże, ale chyba jego potencjał nie został nawet w połowie wykorzystany, tak samo jak scena, ze skorzystania której niesłusznie zrezygnowano. Nagrody i wyróżnienia rozdawano więc „nie wiadomo komu i nie wiadomo za co”. No właśnie, kolejny konkurs na którym wyczytywane są tylko nazwiska, bez zaznaczenia, który model danego autora został uznany za wybitny pośród innych zaprezentowanych dzieł, a przecież nie rzadko na konkurs jeździ się z kilkoma, jeżeli nie kilkunastoma własnymi pracami. Rozumiem, że konkurs jednodniowy wymaga dużo większej mobilizacji sił w tym samym momencie, zaangażowania większej ilości osób, ale tak ciężko po skończonym sędziowaniu puścić ze dwie osoby do obfotografowania tych „naj naj modeli” i sklecenia prezentacji, którą z rzutnika można by puścić na ustawiony na scenie ekran. W tym momencie każdy, nie tylko znający się i swoje dzieła modelarze, mógłby zapoznać się z okazami, na które przychylnym okiem spojrzało sędziowskie grono.

Kolejną zagwozdką była dla mnie ilość nagród specjalnych, pucharów i innych wyróżnień. Wszystkie z tabliczką „dopóki kleisz jesteś zwycięzcą”. Więc dlaczego nie dostali ich wszyscy startujący? Jak każdy jest mistrzem to nikt nie jest… I dziwi to, że organizatorzy nie podali przed konkursem kategorii, w jakich dane puchary będą przyznawane. Cóż… pozostaje tylko czekać na podanie na forach oficjalnych wyników i możliwość sprawdzenia kto, co, i za co zgarnął.

Kiedy zapraszano nas w Mińsku Mazowieckim na konkurs do Stalowej Woli padł również tekst o tym, że „od nas każdy z czymś wraca”. Odebrałem to jako „pozyskaliśmy wielu sponsorów, będzie sporo różnych nagród”. Ale dawanie nagród za samo uczestnictwo i spaloną wachę nie wydaje mi się zbyt dobrym pomysłem. Tym bardziej, kiedy są one mniej trafione. Niewielu jest modelarzy, którzy sklejają wszystko jak podleci. Każdy się specjalizuje w mniej lub bardziej zawężonym przedziale czasowym czy konstrukcyjnym. Kiedy się nie uwzględnia tego, chociażby przez sprawdzenie w jakich kategoriach dany modelarz startował, skutkuje to dziwnymi sytuacjami. Modelarze lotniczy dostają modele albo monografie z zakresu pancerki, pancerniacy tutoriale o kładzeniu powłok lakierniczych na samochody wyścigowe, a okrętowcy zestawy do cieniowania figurek. Może powyższy przykład jest dość ekstremalny, ale nie raz byłem obecny przy tego typu sytuacjach. W Stalowej Woli podobne sytuacje miały miejsce, chociażby u Bartka, który dostał do sklejenia model… kartonowy 🙂 Podśmiechujki w tym temacie kontynuowaliśmy aż do powrotu do Warszawy, bo przecież Bartek przoduje w konstrukcjach lotniczych, więc Spitfire w polskim malowaniu jak najbardziej trafia w jego gusta modelarskie, jednak na sam koniec Ostach dobił go tekstem, że mógł dostać jeszcze mniej trafioną nagrodę i niech się cieszy, że nie dostał kartonowego czołgu.
Rozbawiło mnie również przyznanie jednej z nagród, konkretnie tej od Grupy Archeo z Łasku. Godne pochwały, że jeżdżąc po Polsce wspierają organizatorów innych imprez fundując wyróżnienia „za najciekawszy model lotniczy”. W Stalowej Woli przyznali takie wyróżnienia oddzielnie dla juniora i seniora. Tak się składa, że nagrodę tą, z rąk tych samych wyróżniających, otrzymał, za ten sam model, po raz trzeci, na trzecim konkursie, znów w kategorii seniorów, ten sam co zawsze – Ostach. Serio??? Rozumiem, że to wasza nagroda, wy decydujecie za co ją przyznajecie, ale może już czas zmienić obiekt waszych zainteresowań, zakopać ostachowego F-16 i spojrzeć na inne latadełka?

I jeszcze jedno. Widać, że Stalowa Wola plastikiem i kartonem stoi. A organizatorzy dokładają wszelkich starań, aby nasze piękne hobby rozsławiać, lansować i edukować młodzież od najmłodszych lat. Zorganizowane dla najmłodszych warsztaty modelarskie przyciągnęły naprawdę spore grono milusińskich, którzy uzbrojeni w potrzebne narzędzia z zapałem wycinali, piłowali i kleili co tylko się dało.

zdj65 zdj66Miło widzieć, z jak dużym zainteresowaniem spotykają się tego typu imprezy i jak duże grono osób spoza modelarskiej branży z zaciekawieniem pojawia się na konkursach i festiwalach modelarskich. Wiadomym jest, że nie zawsze wszystko wyjdzie dokładnie tak jak się zaplanowało, lecz pamiętajmy, że wszyscy wspólnie pracujemy na wizerunek polskiego modelarza i przyczyniamy się do rozpowszechniania naszego hobby. By kleiło się lepiej!

*Projekt Manhattan, Projekt Chicago itp. projekty badawcze przyczyniające się do niezbyt pozytywnego rozwoju ludzkości otrzymywały swoje nazwy kodowe. W przypadku Stalowej Woli kilka niedociągnięć na sam koniec wpłynęło na ogólny odbiór imprezy, jednak organizatorzy już poinformowali na forach, że wszystko zostało omówione aby uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości. Czego im serdecznie życzymy bo zamierzamy przyjechać na grochówkę ponownie.

Tekst: FAZZY_bez_humoru
Zdjęcia: Tomasz Kalbarczyk

Reklamy

6 uwag do wpisu “Projekt Stalowa Wola*

  1. Sprzedawca drzewek na dioramy i makiety bez zdolności do kontaktów werbalnych 😉 pozdrawia i dziękuje 🙂

  2. Tak gwoli wyjaśnienia. Tymi osobami które wcześniej zabrały modele to byliśmy my czyli Zbyszek i Robert z Lublina. Zrobiliśmy to za zgodą organizatorów ponieważ trafił nam się powrót samochodem do Lublina, a busa mieliśmy dopiero po 17. I tak nie byli byśmy na zakończeniu.

    1. Imek, spoko, wiadomo, że zdarzają się takie pojedyncze przypadki. Ale nie 40 czy 50 osobom. Gdy weszliśmy na salę wystawową 20 minut przed planowanym zakończeniem to panowało globalne pakowanie modeli. I o to chodzi.

...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s