Taka tam relacja z Fiesty

Gdyby ktoś.. kiedyś.. coś.. akurat mnie.. tak zupełnie przypadkiem zapytał, co jest najważniejsze na Warszawskiej Fieście Modelarskiej, to odpowiedział bym krótko i bez wahania. Bo nie jest to obszerny dach nad głową, zapewniający bezpieczeństwo modeli przed pogodą, która wyjątkowo w tym roku dopisała i obyło się bez upałów. Nie ławki, które trzeba było przetargać w tą i tamtą, żebyście mieli na czym ustawiać modelarski dorobek życia. Nie czarne sukno zapożyczone z innej szkoły, co by wyglądało tajemniczo, grozę wzbudzało i modele się lepiej prezentowały. Nie giełda modelarska, na którą się rzuciliście z dziką radością i pełnymi portfelami, a odchodziliście jeszcze bardziej uradowani, a co poniektórzy nawet z wyjącą w kieszeni pustką. Nie twarze modelarskiego narybku, który pierwsze ruchy skalpelem podczas rozcinania sklejonych palców wykonywał właśnie u nas. Nawet nie cieszący oko stół z modelami juniorów, na którym zawsze hulał wiatr, a tym razem pojawiło się ponad 150(!!!) sztuk. Ani Modelarskie Mistrzostwa Modelarzy w Sklejaniu Modeli na Czas, na które nie trzeba już urządzać łapanek bo chętnie sami się zgłaszacie. Ani szczęśliwe paszcze najmłodszych uczestników WFM, którzy z radością biegli odebrać dyplom z niespodzianką, którą będą mogli zaprezentować na następnej Fieście. Mógłbym tak jeszcze trochę powyliczać.. ale nie będę okrutny. Otóż wszystkie z tych rzeczy są bardzo, strasznie, szalenie ważne, bo bez tego wszystkiego nie stworzylibyście Wy tak wspaniałej atmosfery jaka była na IV WFM. A odpowiedź co jest najważniejsze znajdziecie w ukrytej odpowiedzi gdzieś niżej w tekście :P.

Skoro nadal to czytacie, to pewnie byliście na IV WFM i nawet Wam się podobało. Pewnie nawet uhahaliście się czytając nasz regulamin albo relacje z innych konkursów i oczekujecie, że i tym razem przeczytacie coś śmiesznego. Mimo wszystko niezmiernie miło było usłyszeć parę pozytywnych komentarzy nt. tekstów publikowanych na naszej stronie.

Jak już pewnie zorientowaliście się z naszej odezwy do ludu modelarskiego w środę 8 czerwca, intensywne prace weekendowo-fiestowe rozpoczęliśmy w piątek po 17.30. Serdecznie chcielibyśmy podziękować tym z Was, którzy zrezygnowali z opijania zbliżającego się weekendu i stawili się na terenie Gimnazjum nr 14 aby pomóc coś przestawić, ustawić, powiesić albo chociaż skrytykować, że krzywo wisi. I od razu informuję tych, którzy obawiali się konieczności późniejszego malowania przez nas hali sportowej – usuwanie plakatów i taśm klejących ze ścian przebiegło bezboleśnie jak depilacja gorącym woskiem pleców orangutana.

zdj1My nie cierpieliśmy, a czy szkoła zwerbuje stado orangutanów do malowania – nie nasza sprawa. Czeka na nas za to dziura wybita w drzwiach i sprawdzian modelarskich umiejętności podczas łatania, a jak efekt będzie satysfakcjonujący i wizualnie atrakcyjny to nawet nie omieszkamy się tym na FB pochwalić.

Po targaniu stołów i prasowaniu obrusów na stołach pojawiły się kartki z oznaczeniami kategorii startowych oraz o niedotykaniu modeli. Wiedząc, że wzbudzają one zawsze pozytywne reakcje i bardzo chętnie je fotografujecie, przemyciliśmy na nich również informację o konkursie. Niestety nikt nie zechciał przekonać do niedotykania modeli 20stu osób, wobec czego atrakcyjna nagroda poczeka do przyszłego roku.. o ile wcześniej ktoś się nie dobierze do pudełka i nie zacznie jej sklejać.

zdj2Od godziny 9tej do 13stej zastawialiście przygotowane stoły swoim modelarskim dorobkiem dobijając w końcu do okrągłych 600 (tak, tam są dwa zera, a więc sześćset). W swej łaskawości przygarnęliśmy również kilka spóźnialskich modeli uznając opóźnienie za „gimnazjalny kwadrans”, a końcowy, rekordowy wynik wyniósł 611 soczystych i jędrnych modeli, które mogliście podziwiać przez weekend. Niezmiernie ucieszył nas fakt iż na stole przeznaczonym dla juniorów pojawiło się 159 prac czyli prawie 3 razy więcej w porównaniu z rokiem ubiegłym. Więc jednak (wiem, że tak się zdania nie powinno zaczynać) jesteśmy w stanie oderwać młodzież od telewizorów, komputerów i innych tablotelesmartów i zaciekawić kawałkiem historii i techniki. Tutaj już mógłbym dać ukrytą odpowiedź na pytanie z pierwszego akapitu, ale jednak nie. JESTEŚMY Z SIEBIE DUMNI I DZIĘKUJEMY ZA TAK LICZNY UDZIAŁ!!!

Stała atrakcja WFM pod postacią warsztatów modelarskich dla najmłodszych po raz kolejny przyciągnęła gromadę chętnych. Młodzi adepci sztuki modelarskiej obdarowani modelami firmy First to Fight mogli przećwiczyć podstawy obróbki tworzyw sztucznych, co zrobić kiedy zgubią część , dlaczego nie należy biegać ze sklejonym modelem, a także sprawdzić jak głęboko wbija się pilnik w udo brata. Pozostali uczestnicy warsztatów znający maksymę „Übungmacht den Meister” Wielkiego Mistrza Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie Ulricha von J. pod czujnym okiem trenowali do startu w nadchodzących zawodach w sklejaniu modeli na czas uodparniając się na krzyki i ponaglenia, krytykę oraz ginące ze stołu narzędzia.

zdj3 zdj4 zdj5Cieszymy się, że formuła Modelarskich Mistrzostw Modelarzy przypadła wszystkim do gustu, a pytania o ich kontynuację docierały do nas od poprzedniej fiesty. Nie śmieliśmy się więc przeciwstawiać woli tłumu i takowe mistrzostwa przeprowadziliśmy. Walka nie trwała długo, bo 10 minut wystarczyło by kilka plastikowych części zachowało swój stan skupienia. I tym razem rozstrzygnięcie juniorskiej wersji Mistrzostw przyniosło chwałę i splendor dwóm modelarzom – za najszybciej i za najzgrabniej zmontowanego TKSa.

zdj6Za to starszych uczestników IV WFM, którzy nieopatrznie zgłosili chęć startu w Modelarskich Mistrzostwach Modelarzy czekała niespodziewajka gdyż wprowadziliśmy trochę uniedogodnień o czym zupełnie przypadkiem i z premedytacją zapomnieliśmy poinformować na stronie. I bardzo dobrze, bo z przyjemnością obserwowaliśmy Wasze niepewne miny. Dla tych co byli i nie pamiętają, albo dla tych co nie byli mała garść informacji. Tym razem Mistrzostwa sponsorował Mirage Hobby, który z okazji nadchodzącego Euro dostarczył figurki piłkarzy. Zadanie bojowe polegało nie tylko na walce z czasem podczas klejenia ale także na pomalowaniu figurki. Żeby nie było łatwiej niż zwykle, każdy z zawodników otrzymał jedną farbę, a cominutowa rotacja kolorów uatrakcyjniła zabawę. Większość zawodników przegrała walkę z czasem, gdyż plastikowa materia niezbyt chciała współpracować z długowiążącymi klejami do plastiku, a modelarze bardziej skupili się na malowaniu części przed wycięciem z ramek. Na stołach i rękach zawodników panował kolorowy chaos, a sympatyczną atmosferę równo co minutę burzył sygnał do zmiany koloru farby i przekazaniu aktualnie używanej do sąsiedniego stolika. Ponieważ zaobserwowaliśmy kilka niedociągnięć (niekoniecznie pędzlem), a także próby bezczelnego naginania i łamania zasad – przed kolejną edycją zalecimy dokładne zapoznanie się z zasadami oraz po raz kolejny będziemy namawiać do startowania z własnym zestawem narzędziowo-modelarskim, żeby nie było początek ukrytej wiadomości:buty, najważniejsze na fieście są wygodne buty, bo nogi bolą jak cholera podczas zasuwania po hali przez dwa dni :koniec ukrytej wiadomości, że komuś klej nie zwiąże, będzie miał za mały pędzelek albo gradacja pilnika nie pozwoli ociosać i dopasować części konkursowego modelu.

zdj7 zdj8Gdy w sobotę po godzinie 16stej sala zaczęła się wyludniać, zwerbowaliśmy najznamienitszych modelarzy, a następnie wybraliśmy najzacniejszych z zacnych, przez los doświadczonych (żeby z regulaminem zgodnie było) i rozpoczęliśmy dyskusje co komu, za co i czy aby na pewno.

zdj9 „W trosce o bezpieczeństwo grona sędziowskiego zdjęcie zostało ocenzurowane i usunięte”

Ponieważ obrady grona sędziowskiego były utajnione i trwały dosyć długo nie wypada opisywać rozterek, które nami targały. Pozwolę sobie tylko wspomnieć o mocno dyskusyjnym malowaniu czołgu w kolorze „bluejeans”, bardzo naturalnie ułożonej plandece,na widok której padło troskliwe „ładny brezent, ale matka go za!@#$*bie za koszulkę” czy kilku modelach malowanych na jedno kopyto skomentowanych „jak w końcu kupi sobie czwartą farbkę to dostanie wyróżnienie”. Staraliśmy się docenić i poświęcenie modelarzy, i pomysłowość czy niestandardowe podejście do tematu, ale także znaleźć jakieś plusy w modelach z kategorii „sztuka przez duże G”. Nie zawsze się to udawało więc ostateczne dyskusje podejmowaliśmy rzucając kostką wielościenną, bo monety zgromadzone na fiestę już dawno przepadły na giełdzie. Musimy jednakże przyznać się do złamania regulaminu w jednym miejscu.. i zarzekamy się, że to tylko ten jeden raz.. ale nagrodziliśmy jedną Multip.. tfu! Shermana. I TO SIĘ JUŻ WIĘCEJ NIE POWTÓRZY!!

I nawet nie macie pojęcia jaką mamy frajdę podczas przeglądania dokumentacji dołączanej do modeli oraz czytanie modyfikacji w tabelce uwagi na kartach startowych.

zdj10Przez cały rok dopytywaliście się również o giełdę i możliwość sprzedania modeli, które zalegają w szafach. Kontynuowaliśmy więc jej zeszłoroczną formułę oraz zapewniliśmy uśmiechnięte brodate hostessy, które doglądały dobytku i handlowały Waszym szpejem.

zdj11 zdj12Rewelacyjny „chuitmakretindowy” czyli jak zareklamować towar aby sprzedać:

zdj17Mamy nadzieję, że ten pomysł podchwycą również inni organizatorzy i oprócz standardowych stoisk sklepowych wprowadzą również „pchli targ”. Być może przekona ich to, że zgodnie z podanymi wcześniej warunkami handlu, po godzinie 13.30 w niedzielę legalnie zawłaszczyliśmy zestaw figurek firmy Tamiya w skali 1/48 oraz konwersję żywiczną do FockeWulfa w skali 1/72. Dziękujemy serdecznie hojnemu zapominalskiemu darczyńcy.

A tak przy okazji, gdyby ktoś zauważył, że w jego kolekcji brakuje jakiegoś modelu, to informujemy, że anonimowi modelarze (wiemy skąd jesteście i znamy nazwiska, ale z przyzwoitości nie powiemy publicznie) obdarowali nas czarno-białym dildo(em?) i małym u-bootkiem.

zdj13 zdj14Zakończenie jak co roku było punktualne co do minuty. Mając świadomość, że lista naszych dobroczyńców i sponsorów wydłużyła się w porównaniu do lat ubiegłych, chcieliśmy maksymalnie skrócić jej przebieg.

zdj15Może wyglądało to chaotycznie, ale wszystko jakoś dopięliśmy (no może za wyjątkiem pominięcia jednego modelarza podczas wręczania nagród.. ale to wina tego na O. wystrojonego jak na paradę w Moskwie – sprawa wyjaśniona, to nie był przypadek, łzy otarte, brakujący dyplom i medal dostarczone).

zdj16Pewnie jak już to wyląduje na stronie, to coś tam misie jeszcze przypomni i najdzie chęć skrobnięcia, ale to może już na forach wyląduje.. w tym samym wątku gdzie możecie nas pochwalić, ewentualnie nawrzucać. I tak wiemy, że Wam się podobało, bo znowu jacyś geniusze darli japy co by fiestować częściej.. najlepiej raz na dwa tygodnie. Nie ma tak dobrze, my też byśmy chcieli gdzieś pojechać i coś wygrać.. Czas naostrzyć skalpel i brać się do roboty, bo do V WFM coraz mniej czasu.

Reklamy

Giełda modelarska podczas IV WFM

Z dziką satysfakcją oznajmiamy, że na IV WFM odbędzie się GIEŁDA MODELARSKA w formie, której bardzo Wam wcześniej brakowało i spotkała się ona z niebywałym wręcz entuzjazmem. Pomożemy Wam pozbyć się zalegających modeli, części do modeli, rozpoczętych modeli, niedokończonych modeli, wybrakowanych modeli, włochatych modeli, soczystych modeli, wydepilowanych modeli (nadal mówimy o modelarstwie redukcyjnym i kawałkach plastiku zamkniętych w gustownych tekturowych opakowaniach z kolorowym obrazkiem) oraz modelowych modeli wyskalowanego Cheech’a Marin’a, którego jesteśmy fanami.
 
Przywieźcie więc co macie i czego chcecie się pozbyć, a nasze wykwalifikowane brodate hostessy w rozmiarze XXXL o aparycji Freddiego Krugera przypilnują Waszego dobytku, zrealizują transakcję i w dogodnym dla Was czasie rozliczą się z utargu.
 
Nasze ponętne hostessy będą przyjmowały modele na giełdę od godzin porannych w sobotę, jednak PRZEJMĄ JE NA WŁASNOŚĆ PO GODZINIE 13:30 W NIEDZIELĘ, jeżeli do tej pory ich nie zabierzecie.
 
Przypominamy, że dla Waszej wygody i bezpieczeństwa majątku modele w uszkodzonym fabrycznym opakowaniu bądź z częściami poza wypraskami, należy zaopatrzyć w opakowania zastępcze.
 
Ponieważ nie chcemy być gorsi od popularnego portalu aukcyjnego na literę „A” i kończącego się na „..gro.pl”, a nasze hostessy odmówiły pracy w weekend za browara, nie wprowadzimy opłat manipulacyjnych w postaci 10% od utargu. Nie wprowadzimy również opłat w wysokości 7% od utargu. Ani 3%.. bo komu chciało by się to liczyć – blond hostessy z rudymi brodami mają problemy z obsługą kalkulatorów. Wystawimy jednakże słój (taki szklany, całkiem gustowny), od którego będziemy kijem odganiać hostessy, i do którego będziecie mogli wrzucać ile dusza zapragnie wg. uznania (i tylko bilety NBP, najlepiej w wersji papierowej, bez muszelek, kolorowych kamyków i szklanych kulek), a jeżeli coś się uzbiera to zasili fundusz VWFM (gdzie V oznacza 5 a nie Victory).

To nie jest Titanic!!! …czyli XI Grenadier

Za nami weekend pełen kurzu, historii, odświeżania starych znajomości i zawierania nowych oraz entuzjazmu przed zbliżającą się Fiestą. W dniach 21-22 maja po raz drugi gościliśmy na warszawskiej Cytadeli, a po raz trzeci na konwencie gier strategicznych GRENADIER.
Upał dawał nam się we znaki, jednak organizator jak zwykle zatroszczył się o bezpieczne miejsce dla naszego dorobku i jak rok temu, przed deszczem i skwarem chroniliśmy się pod namiotem. Nie wiemy czy nieświadomie, czy jednak ze względu na nasze preferencje, ale ponownie zostaliśmy ulokowani na strategicznym miejscu czyli w pobliżu punktów gastronomicznych. W dodatku z widokiem na zaparkowanego Sdkfzeta oraz zapachem pieczonych ziemniaków gratis.
Chociaż impreza swoje oficjalne rozpoczęcie miała o 12:30, na miejscu rozłożyliśmy się jeszcze przed 11stą. Chcieliśmy wyruszyć na zwiedzanie obozów GRH, ale po wyłożeniu fantów od razu musieliśmy się zabrać za obsługę skromnej giełdy oraz radośnie rozdawać ulotki. Mało kto odchodził z pustymi rękoma. Nasze hobby nadal budzi zainteresowanie, niektóre prace nawet podziw, no i jak zwykle większość wspomina, że „kiedyś..  coś.. teraz to już dzieci/ręce/oczy nie te..” Stwierdzamy, że modelarzy w kraju nie brak, więc na IV WFM przewidujemy tłumy zwiedzających, brak miejsca na stołach i co najmniej połowę Ochoty zakorkowaną na drogach dojazdowych na ulicę Barską.
Wiadomo, że na wszelkiego rodzaju konwentach przedstawicieli GRH jest multum, ale po raz pierwszy zdarzyło nam się widzieć gościa przebranego za tramwaj (bądź trolejbus).
zdj1
Cały czas byliśmy pod presją i czuliśmy się nieswojo z powodu wycelowanych w naszym kierunku obiektywów. Na szczęście zazwyczaj robiliśmy tylko za tło, gdyż większą uwagę przykuwało to co na stołach.
zdj2 zdj3
Co nie przeszkadzało nam w fotografowaniu fotografujących.
Przedstawiciele GROMu również dali się uwiecznić, lecz po chwili zarządali opłaty 5PLN za zdjęcie. Krótkie negocjacje nt. ceny przytulania się z przedstawicielami WFM, uścisk na misia i każdy zadowolony, chociaż chłopaki byli tak napakowani sprzętem, że tylko orangutan dałby radę ich objąć przy czułym uścisku. Wypatrujcie ich w fiestowy weekend bo się zapowiedzieli (GROMowładni, nie orangutany) i będą pozować do zdjęć za banana (albo bezpłatnie).
zdj4
Przez całą imprezę ciągle przewijał się ktoś przy naszym namiocie, więc dopiero gdy przybyła druga zmiana, mogliśmy udać się z Bartkiem na rajd po terenie imprezy. Szybko ogarnęliśmy część handlową, pełną różnego rodzaju militarnego szpeju z demobilu, koszulek patriotycznych oraz hołdujących wszelakim wunderwaffe spod znaku balkenkreuza  i wyruszyliśmy do największego namiotu na imprezie. Może trafiliśmy nie w porę, albo po prostu inne gry poszły w odstawkę, ale odnieśliśmy wrażenie, że największą popularnością cieszyła się analogowa wersja WOTa, a tłumy małych pancerniaków kłębiły się przy każdym ze stołów. Wszędzie można było dostrzec pojazdy i figurki z First to Fight i rozegrać kampanię wrześniową po którejś ze stron. I chociaż znajomi modelarze przeprowadzili blitzkrieg (spędzając przy stołach ponad 1,5 godziny) – tym razem linii obrony przerwać nie zdołali, co tylko świadczy o dobrze zbalansowanych zasadach rozgrywki. Oczywiście można było się zaopatrzyć w najnowsze, jak i archiwalne produkty FtF oraz podziwiać gotowe zestawy w gablotkach, co wielu czyniło zapowiadając, że w domu będą trenować przed Fiestą i nadchodzącymi Modelarskimi Mistrzostwa Modelarzy w Sklejaniu Modeli na Czas (oficjalnym sponsorem mistrzostw dostarczającym modele do rywalizacji oczywiście jest First to Fight – dziękujemy i zapraszamy na IV WFM)..
zdj5 zdj6
Ponieważ nie sposób było dopchać się do stołów i pojeździć Panterą napędzaną rzutami kostek do gry, ruszyliśmy wypatrywać kolejnych atrakcji. Naszą uwagę przykuły zbiory z Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, a w szczególności urocza armatka na korbkę rozmiaru kieszonkowego. Jej sympatyczni opiekunowie nie tylko chętnie opowiadali o prezentowanych zbiorach, pozowali do zdjęć, ale także prezentowali ostatni wrzask mody na rynku rynsztunku do golenia niewieścich kończyn (z możliwością testowania na miejscu).
zdj7 zdj8
Podążając dalej natknęliśmy się na piękny wehikuł, który przypomniał nam młodzieńcze lata i zaczytywanie się w prozie Zbigniewa Nienackiego. Nie dane nam było co prawda rzucić okiem na silnik wymontowany z rozbitego gdzieś pod Zakopanem Ferrari 410 SuperAmerica ale ręczna blacharka wuja Gromiłło robiła wrażenie.
zdj9
Zabójcze połączenie – karkówka i MG (ten sam rocznik ’42):
zdj10


Najlepsza fucha w obozie GRH – ranny na noszach, byle tylko piguły podmieniały co jakiś czas kroplówki z zimnym browarem.

zdj15

Ponieważ dobijały nas ciągłe komentarze na temat stanu Ostachowego U-boota oraz pytania „proszę pana, czy to jest tytanic?” w niedzielny poranek postanowiliśmy wywiesić kartkę z informacją, która jak się później okazało przyciągała rzesze zwiedzających oraz prowokowała do filozoficznych rozmów (oraz zadawania kolejnych durnych pytań).
zdj29
Zmieniliśmy też trochę asortyment na stołach wybierając bardziej kolorowe i przyciągające najmłodszych modele. Trochę dziwiło, że niektórzy nie poznawali postaci z bajek, ale koparkę podsiębierną Liebherra rozpoznawali bezbłędnie. No i Bartek dał się namówić i przywiózł winietkę, którą poprzedniego dnia wstydził się pokazać. Zupełnie niepotrzebnie, gdyż poziom zdetalowania figurek (a konkretnie jednej) budził zachwyt u przedstawicieli obu płci, chociaż tym razem to płeć piękna dłużej chciała oglądać modele (albo ten jeden konkretny).
zdj30 zdj31
Podobno autor winiety wzorem wielkich mistrzów tworzących autoportrety również pracował z lusterkiem i lepił na swój obraz i podobieństwo 🙂
Zainteresowanych modelami i wizytą na nadchodzącej WFM było tak wielu, że mieliśmy problemy z rozmową, odpowiadaniem na pytania oraz jednoczesną sprzedażą na naszej małej giełdzie z wyjątkowo atrakcyjnymi cenami. Dlatego z czasem pojawiały się kartki z odpowiedziami na kolejne najczęściej zadawane pytania, co wzbudzało zainteresowanie, salwy śmiechu oraz kolejne pytania i tematy do rozmów. Ostach w pewnym momencie zwątpił i chciał dorobić 4 kominy z papierowych tubek oraz rozjaśnić jeszcze bardziej nadbudówkę okrętu.
zdj32 zdj33
Nie raz już mieliśmy okazję do fotografowania oraz macania uzbrojenia rekonstruktorów, którzy po znajomości nawet dadzą posiedzieć albo przejechać się czymś większym, ale tym razem zostaliśmy całkowicie zaskoczeni. W nasze ręce trafił nie dezaktywowany oryginał, nie replika do strzelań podczas pokazów, ale egzemplarz całkowicie drewniany. Podobno mieliśmy ciekawe miny podczas brania go w ręce – całkowite zaskoczenie 🙂
zdj34 zdj35
Nasze stoisko zainteresowało również przedstawicielkę GRH „GuerraCivilEspañola” lecz Bartek nagle zaniemówił i zamiast zaprosić ją na Fiestę bez słowa podał ulotkę i wycofał się w głąb namiotu. Później tłumaczył się, że była blada i ruda, a on się boi clownów..
Wobec powyższej sytuacji Ostach postanowił wziąć garść ulotek oraz sprawy w swoje ręce i paradował przed namiotem jako nasza uśmiechnięta hostessa (w rozmiarze „Ryszard Kalisz 1/2”) zaczepiając kogo się dało.

zdj36 zdj37

I na sam koniec.. taki mały smaczek.. zdjęcie wykonane ukrytym aparatem.. żałuję, że nie nakręciłem filmu, bo Ostach został przyłapany jak przez dłuższą chwilę stał przed naszym bannerem kontemplując własne F-16. Chyba dawno nic nie skleił..
20160522_154334

tekst: FAZZY_bez_humoru

zdjęcia: FAZZY_bez_humoru, Ostach, MyModels

Giełda giełda!

Masz model na sprzedaż?
A może masz model, którego nie chcesz skończyć?
A może masz części, których nie wykorzystałeś w swojej wersji modelu?

WFM pomoże Ci się pozbyć prawie wszystkiego (prosimy nie przywozić teściowych)
Przyjedź i przywieź, wyceń i zostaw na specjalnie przygotowanych stołach podczas III WFM!
Nasz wykwalifikowany i, podobno, kompetentny personel będzie nadzorował specjalne stoisko, na którym pozostawisz wszelaki szpej modelarski. Jeżeli wpadnie w oko innego Modelarza zrealizujemy transakcję kiedy Ty będziesz buszował pośród fiestowych atrakcji. Rozliczenia dokonasz również w dogodnym dla Ciebie momencie podczas dwudniowej imprezy. Możesz również pozostawić u nas informację jakich dodatków pożądasz, a być może znajdzie się ktoś kto je zaoferuje.

  • modele bez fabrycznego opakowania prosimy dostarczać w opakowaniach zastępczych
  • w przypadku pojedynczych części bądź ramek prosimy o dostarczenie jakiegoś opakowania zbiorczego (pudełka), w którym potencjalni nabywcy będą mogli pobuszować bez rozwlekania kramu po całej hali

Giełda tworzona jest przez Was dla Was, dlatego od Was zależy powodzenie tego odgrzewanego pomysłu. Poza tym, my też mamy parę gratów do spylenia.

…neun, zehn… Grenadier wieder!!

Podobno jak nic się nie dzieje, nic nie zginie, nic nie zepsują, nikt nie rzyga przez balkon, sąsiadów nie zaleje ani policji nie wezwie… to jak by imprezy nie było…

No więc się działo, było i strzelało – nawet głośno, organizatorom zajebazginął szablon z logo imprezy, Kubuś nie chciał odpalić, była i Policja i Milicja, a nawet dwie straże, namioty balkonów nie mają, a o tym kto komu obozowisko zalał filtrowanym piwem wspominał nie będę. Jednakże okrągły X konwent gier strategicznych GRENADIER się odbył, co niewątpliwie wszyscy odwiedzający, obserwujący, uczestniczący i organizujący miło wspominać będą.

Tak jak rok wcześniej, przed zbliżającą się WFM postanowiliśmy wbić się na jakąś szerzej rozreklamowaną i obleganą imprezę, polansować się i porozdawać trochę ulotek. Dzięki uprzejmości głównego sprawcy Grenadiera – Tomka Kowalczyka, znalazło się dla nas miejsce i dach nad głową, co by na modele nie kapało, na terenie Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej. A „trochę” ulotek przekroczyło lekko licząc ponad 700 sztuk, które przez oba dni chętnie brali prawie wszyscy obecni na konwencie deklarując wizytę na WFM.

Chociaż lokalizacja była inna niż rok wcześniej, a Grenadier z Fortu Bema wrócił na Cytadelę, na miejscu zameldowaliśmy się o czasie. Czekał na nas podwójny namiot, wystarczająca liczba stołów i krzeseł w nader strategicznym punkcie – naprzeciwko punktu gastronomicznego 🙂 Rzut okiem na sąsiadów i lekkie zorientowanie się w topografii terenu zaowocowało radością i zadowoleniem z przydzielonej miejscówki więc bez narzekania przystąpiliśmy do rozładunku. Z racji ograniczeń ładowności pojazdów transportowych byliśmy w stanie zaprezentować tylko niewielką część dorobku modelarskiego. Zapełniliśmy więc jeden ze stołów fantami znanymi szerszej publiczności z konkursów modelarskich, a na drugim rozłożyliśmy warsztat licząc, że będzie chwila na skrobanie plastiku. Jakże płonne okazały się nasze nadzieje… Zainteresowanie modelami i Fiestą spadało tylko na czas inscenizacji. W sobotę nie przeszkadzał w tym nawet padający od czasu do czasu deszcz, a niektórzy zwiedzający pojawiali się przy naszym namiocie wielokrotnie. I wcale nie dlatego, że cofnęliśmy stoły w głąb namiotu, żeby na oglądających nie kapało.

Było nam również szalenie miło, z powodu ilości aparatów wycelowanych w nasz dorobek i ciągłych pytań o możliwość robienia zdjęć. Jeżeli w przyszłym roku taka sytuacja będzie się powtarzała to zaczniemy pobierać od każdego jakąś niewielką sumę, a ze zgromadzonych środków z powodzeniem sfinansujemy kolejną WFM.

Oczywiście najwięcej emocji nasza wystawa wzbudzała wśród przedstawicieli młodszego pokolenia. Cieszy to niezmiernie, gdyż bezbłędnie rozpoznawali oni nazwy prezentowanych pojazdów co świadczy o zainteresowaniu i znajomości tematu. Niestety nie wszystkim było dane bliżej zapoznać się z naszym zacnym hobby. Obecny na Grenadierze malec, którego aparycja przyozdobiona aparatem korygującym uzębienie przypominała 8-go pasażera Nostromo, ciągnął zaciekawiony w naszym kierunku , jednakże królowa matka przywołała go do porządku szarpnięciem ręki i pogardliwym „tu są tylko jakieś sklejanki”. Cóż… pozdrawiamy i życzymy rychłego spotkania z przedstawicielem rasy predatorów.

Co do punktu gastronomicznego, cóż… był jeden, więc nie było wyboru… Na temat wojskowej grochówki wypowiadałem się już rok temu, więc nie ryzykowałem. Tym razem wybór padł na coś, co trudno spieprzyć… czyli najprostsze możliwe danie – kiełbasę z grilla. Cena wydawała się przyzwoita, lecz rozmiar okazywał się nikczemny. W przeliczeniu wychodziła złotówka za centymetr słabo zgrillowanej kiełbasy, więc nawet gdy gratis dorzucili bułkę oraz kapkę czerwonego i żółtego mazidła, chcieli zbyt wiele. Mimo to ogonek do tego przybytku był długi, wijący i mięsożerny, szczególnie w okresach poinscenizacyjnych kiedy mundurowi wszelkiej maści przychodzili bratać się nad talerzem. Tylko dystyngowany kierowca Adlera, wierna kopia Hansa Goeringa z „Allo allo”, trzymał się na dystans od całej frontowej hołoty i kiedy się rozluźniło przyszedł zapoznać się przy kawie z atrakcjami nadchodzącej WFM.

Niestety w tym roku nie dopisał sprzęt ciężki, którego w Forcie Bema było znacznie więcej. Mimo to GRH stanęły na wysokości zadania, wypadły bardzo naturalnie, a niektórzy wczuli się w rolę aż za bardzo. Jeden z powstańców pod ostrzałem upadł na bruk po czym wyciągnął saperkę i próbował się okopać – taa… powodzenia chłopie… jak by Cię pobratymcy z pola walki nie wynieśli to dalej byś saperką kamienie tłukł.

Cała ekipa WFM współczuła również jednemu z żołnierzy Legio Adiutrix, których mieliście okazję poznać na ostatniej Fieście. Jak przystało na prawdziwego rekonstruktora wiernie odwzorowującego macierzystą jednostkę zasuwał ubrany w kusą tunikę i na dodatek boso. Nie wiemy jak sobie radził w tłumie między wojskowymi podkutymi butami, ale jakoś cieplej nam się na sercu zrobiło, kiedy w deszczowe popołudnie przycupnął naprzeciwko nas owinięty rzymskim płaszczem i rozgrzewał się grochówką – jak widać na zdjęciu, jemu smakowała.

I powiem wam jeszcze, że inscenizacje inscenizacjami, ale prawdziwe ciężkie walki rozgrywały się już po nich… Kiedy opadał bitewny pył, a przedstawiciele GRH schodzili z pola bitwy młodzi militaryści i zbieracze pamiątek przeskakiwali przez barierki nie bacząc na krzyki i zakazy ochroniarzy i lecieli wydłubywać spomiędzy kocich łbów łuski. Owszem, też mam kilka… i nawet podzieliłem się z Bartkiem.

A reszta wrażeń na zdjęciach:

Tekst: FAZZY_bez_humoru

Zdjęcia: Cargo, Damian, FAZZY_bez_humoru, Darek B.

Gwiezdne Wojny na 3WFM

Nie da się ukryć, że ja i Fazzy kochamy Gwiezdne Wojny. Wszystkie sześć filmów obejrzeliśmy pewnie kilkadziesiąt razy, dialogi znamy na pamięć, mamy na koncie po kilka modeli z uniwersum.

Rok 2015 jest wyjątkowy jeśli chodzi o Star Wars. Saga wraca na ekrany kin w grudniu, zapowiadane są kolejne filmy, SW Rebels lecą w telewizji, w salonach z grami planszowymi króluje gra figurkowa X-Wing, Bandai wydaje nowe modele z cudownymi detalami. Szczęśliwy to czas dla fanów i modelarzy.

Na Fieście również chcemy jakoś uczcić ten wyjątkowy czas oczekiwania na Epizod VII (który w trailerach jakoś „Epizodem” nazywany nie jest). Modelarze zapewne nie mogą doczekać się nowych pojazdów, odświeżonych TIE Fighterów, nowego typu Niszczyciela… A Sokół Millennium wraca w wielkim stylu. Nie inaczej będzie na Fieście.

Mamy potwierdzoną obecność dwóch gości: Bernarda Szukiela oraz Krzysztofa Wilczyńskiego. Obaj budują świetne i wielkie modele z klasycznej Trylogii.

Bernard znany jest przede wszystkim z modelu Sokoła Millennium, którego zdjęcia obiegły cały Internet – wiele szczęk było zbieranych z podłóg na całym świecie.

Bernard Falcon Kolejnymi jego modelami są maszyny kroczące AT-AT czyli All Terrain Armored Transport znane z Imperium Kontratakuje. Je również będzie można zobaczyć na Fieście.

Bernard zajmuje się też grafiką, kilka prac oraz detale Sokoła można obejrzeć tutaj: http://www.alienhive.pl/bernard-szukiel/

Krzysiek natomiast, oprócz modeli z Epizodów IV, V i VI buduje również modele z prequeli. Zbudował na przykład niszczyciel klasy Venator – typ znany z Zemsty Sithów oraz z serialu Wojny Klonów.

Krzysiek clone destroyer

Do swoich dokonań może zaliczyć też Gwiezdny Niszczyciel i krążownik Mon Calamari z oryginalnej Trylogii oraz oczywiście Sokoła. Krzysiek buduje modele od podstaw z papieru od 18 lat i wcale nie zamierza przestawać 🙂 Przywiezie swoje niszczyciele (w tym Interdictora), chmarę myśliwców,  dioramę z emiterem pola siłowego chroniącego orbitującą nad księżycem Endora Gwiazdę Śmierci.

Krzysiek platforma

Dorzuci do tego masę innych modeli, które długo tu wymieniać. Krzysiek swoje modele pokazuje w całej Polsce na różnych wydarzeniach związanych z Gwiezdnymi Wojnami oraz na imprezach z cyklu Starforce.

Do wystawy Star Wars dorzucę też kilka moich ulepków. Są nieduże więc pewnie znikną w cieniu modeli naszych dwóch gości 🙂

Zapraszamy i obiecujemy mega frajdę dla każdego fana! Fiesta już 13 i 14 czerwca!

Ostach

XII Międzynarodowy Festiwal Modeli Redukcyjnych w Bytomiu*

No nie zdążyłem. Marazm i deprecha mnie dopadły bo mimo wzmożonych prac przed modelarskim weekendem nie udało się skończyć tego, co żem sobie zamierzył… Ostach namawiał… Bartek namawiał… Jak by nie wiedzieli, że pojechać na konkurs do Bytomia i nie wystartować, to jak pójść do zoo i nie zobaczyć zwierząt… albo gorzej – pójść pod wybieg dla słoni i nie wziąć ze sobą orzeszków.

W końcu, dla świętego spokoju i komfortu mych uszu, bo ciszę lubię i nad wyraz sobie cenię, wykopałem z szafy starą i zapomnianą figurkę, co to wstyd pokazać i pognaliśmy tam gdzie czarne złoto kopią i schabowe z modrą kapustą serwują. I wcale nie ja temat ten zacząłem, bo przez ostatni tydzień zręcznie rozmów o kotletach unikałem.

No więc w deszczowy sobotni poranek Ostach raźno zasuwał srebrnym „czołgiem”**, kiedy naszą uwagę przykuł dosyć osobliwy konwój, a konkretnie ładunek na jednej z lawet – piękna pomarańczowa Tatra, uszkodzona prawdopodobnie na skutek nieprawidłowego mocowania ładunku. Nie wiemy skąd ani dokąd Pepiki ją targali lecz kontemplowaliśmy ją dłuższą chwilę by z nieukrywanym żalem pognać dalej.

zdj1

zdj2

zdj3

zdj4

I od razu małe sprostowanie, co by nie było niedomówień – otóż ten gustowny pakunek z pierwszego zdjęcia nie zawiera białego proszku, ale ulotki, które tak chętnie braliście od nas w Bytomiu.

W pewnym momencie krajobraz zaczął się zmieniać i wiedzieliśmy, że do celu jest coraz bliżej.

zdj5

zdj6

Miasto znaliśmy już z poprzednich wojaży, lecz nie przeszkodziło nam to z lekka zabłądzić i zrobić honorową rundę przed wjazdem na Szombierki. Niestety na próżno wypatrywaliśmy billboardów obwieszczających to zacne wydarzenie, jakim XII Międzynarodowy Festiwal Modeli Redukcyjnych jest. Obecności kierunkowskazów również w tym roku nie stwierdziliśmy, o czym skwapliwie poinformowaliśmy Chrupka, gdy zameldowaliśmy się w konkursowej hali. Twierdził, że są… gdzieś na mieście… że nie z tej strony przyjechaliśmy… no ale niesmak pozostał 😀

Po wejściu na halę dopadł nas coroczny szok pomieszany z zachwytem. Stoły suto zastawione modelami, ogrom stołów klubowych, stanowiska rejestracji na miejscu oraz stolik dla zarejestrowanych przez Internet. Bezproblemowo odebraliśmy koperty z kartami startowymi i po uregulowaniu należności „co łaska, ale nie mniej niż dychacz” rzuciliśmy się w tłum.

Rozstawienie przywiezionych modeli przeprowadziliśmy w iście błyskawicznym tempie – zapewne z racji ich wyjątkowo skromnej liczby, chociaż podobno nie ilość się liczy… Dojechaliśmy dosyć wcześnie i pozostało jeszcze półtorej godziny zgłaszania modeli więc zamiast przeglądać zawartość stołów entuzjastycznie rzuciliśmy się odkopywać stare i zawiązywać nowe znajomości oraz pobuszować na giełdzie…

No właśnie… Giełda jak zwykle na poziomie, a oprócz krajowych wystawców pojawiło się paru zza południowej granicy. Ponieważ dostałem zamówienie na zestaw pęset pierwsze kroki skierowałem do sprawdzonego w ubiegłym roku stoiska ADAMMEDu, które oprócz oprzyrządowania stomatologicznego oferuje bogatą ofertę narzędzi przydatnych w modelarstwie. Nie zawiodłem się, a po paru pytaniach i otrzymaniu rzetelnych odpowiedzi skusiłem się dodatkowo na zakup diamentowego separatora, czyli tarczy do cięcia metali dedykowanej do mini szlifierek. I już w tej chwili mogę napisać, że zakup został przetestowany a jego efektywność przerosła moje oczekiwania. Buszując dalej wśród stoisk giełdy z przyjemnością zawędrowałem do EXITO, który jak zwykle w ofercie miało sporo nowości.

I tutaj chciałbym poruszyć kwestię cen modeli na okołokonkursowych giełdach. O ile w przypadku wymienionych powyżej firm ceny były równe lub obniżone w porównaniu do ich internetowej oferty, to zdecydowana większość sprzedających dosyć drastycznie te ceny zawyża. Dziwi mnie ta praktyka, być może z racji tego, że pierwsze giełdy modelarskie, na których bywałem to były giełdy w Muzeum Techniki w warszawskim PeKiNie. Tam pojawiali się i doświadczeni handlarze jak i dzieciaki z jednym pudłem, chcące pozbyć się nietrafionego prezentu. Kwitła wymiana barterowa, trafić można było na prawdziwe wiekowe perełki, a zestawy figurek bez problemu były dzielone pomiędzy chętnych. W tej chwili giełda modelarska to jedynie przeniesienie asortymentu ze sklepu na miejsce konkursu plus doliczenie do niego kosztów noclegu i spalonej przez handlarzy wachy. Owszem, atmosfera jest niesamowita, możliwość pomacania wyprasek przez folię pomaga podjąć decyzję o zakupie, ale to już nie to, co kiedyś…

zdj7

No i te ceny na stoisku Węgrów i negocjacje Ostacha odnośnie cen zestawów Eduarda. Nawet przy większych, hurtowych zakupach nie chcieli obniżyć ceny nawet o złotówkę. Dodatkowo po sprawdzeniu cen w Internecie okazało się… że taniej jest w znanym i lubianym sklepie modelarskim u nas w stolicy.

Za to Bartek poczynił ciekawe zakupy z oferty firmy Aires. Ale nie ma to jak się rąbnąć w skali modelu, który się składa i zamiast zestawu w skali 1/48 kupił 1/72. Później trzeba było z nim pójść, dodać odwagi i wymienić po dopłacie na właściwy rozmiar… ale do tego jeszcze wrócimy 😀

Zbliżał się termin oficjalnego rozpoczęcia imprezy i na hali zrobiło się bardzo tłoczno. W związku z zagęszczoną atmosferą postanowiliśmy na chwilę odetchnąć świeżym (taaaa… w Bytomiu) powietrzem i pogadać w spokoju***.

zdj8

„[…]Na zdjęciu widzimy przedstawiciela gatunku Neuterus Vulgaris pozostającego w szponach nałogu. Twardy charakter dorosłego samca odzwierciedla próba wewnętrznej walki poprzez stosowanie czasami łagodniejszych, mniej szkodliwych zamienników. Na drugim planie widoczny mniejszy, nierozwinięty jeszcze w pełni egzemplarz Modelarza Pospolitego, który przebywa w towarzystwie innych osobników czerpiąc niekoniecznie właściwe wzorce. Próby naśladowcze są odważniejsze i coraz bardziej widoczne, chociaż stosowanie elementów zastępczych pozwala wnioskować, że nie wie, co czyni.**** Oba samce relaksują się ze świadomością, że jeszcze tego samego dnia stoczą kolejną walkę o pozycję w stadzie i trofea, co w żaden sposób nie przeszkodzi im w wieczornym wspólnym powiększaniu objętości musculus cervisia.*****[…]”

czytała Krystyna Czubówna

Powrót na halę wystawową skutkował wzmożonym zainteresowaniem stanowiskiem sklepu Fine-art i możliwością przetestowania aerografów. Oferta firmy Harder&Steenbeck kusiła modelem Infinity, jednak pomimo znacznej obniżki cena pozostała dla mnie nadal zaporowa. Cóż… kolejny kamuflaż zimowy będę malował miotłą jak to w oryginałach bywało…

No więc po zwiedzeniu giełdy ruszyliśmy między stoły:

I jak zwykle towarzyszył nam Zenon-tankista, który także wypatrzył coś dla siebie:

Dłuższą chwilę zabawiliśmy przy przecudnej urody szmatopłatach…

zdj20

zdj21

…by przejść do maszyn drugowojennych i współczesnych:

Jak to na zacnych imprezach bywa, organizatorzy dołożyli starań w sprawach bezpieczeństwa tak modeli jak i zwiedzających angażując grupy rekonstrukcji historycznej oraz parę istot pozaziemskich.

zdj28

zdj29

zdj30

zdj31

Helmut od motoru był bardzo sympatyczny i podrzucił parę ciekawostek na temat jego konstrukcji, natomiast Tuskena nie szło za nic zrozumieć. W dodatku obok cały czas kręcił się przedstawiciel ciemnej strony mocy, dosyć niski jak na szturmowca (skąd oni werbują takich karypli?) oraz nad wyraz wyrośnięty Jawa, który świdrował wszystkich tymi swoimi żółtymi oczkami. Za to wyliniały Wookie pilnujący modeli prezentował się bojowo i odstraszał od stołów małe dzieci.

Zmęczeni oglądaniem plastikowych cudeniek postanowiliśmy się trochę posilić. Pomni zeszłorocznej wtopy z kebabem, tym razem skorzystaliśmy z rad tambylców i swe kroki skierowaliśmy do restauracji Paula. Na miejscu okazało się, że z tych samych rad korzysta spora grupa piżamowców od Tomcatów i IPMS Warszawa. Z tym, że oni już siedzieli i byli w trakcie składania zamówień, przez co przy barze usłyszeliśmy informację, że czas oczekiwania na żarło drastycznie się wydłuży. Nie zniechęciło nas to, gdyż ledwo powłócząc nogami nigdzie dalej byśmy nie dotarli. Ostach i Bartek zamówili po pizzy licząc, że będzie mrożona i szybko ją zaserwują z mikrofali. No i pech chciał, że lokal, do którego zawitaliśmy okazał się na tyle porządny, że na swoje wypieki musieli trochę poczekać. Ile? A no tyle, że zdążyłem w międzyczasie zamówić i opchnąć schabowego z modrą kapustą 🙂

I co by nie było, że knajpa jest słabo rozreklamowana – na samym froncie i przyległościach budynku naliczyliśmy 9 reklam z informacją o nazwie lokalu i tym, co podają.

Po powrocie na miejsce konkursu z nieukrywaną radością stwierdziliśmy, że tłum nieco zelżał i jest możliwość dopchania się w miejsca, z wizytacji których wcześniej musieliśmy zrezygnować. W ten sposób zawędrowaliśmy do stoiska z modelami zdalnie sterowanymi. Imponujące maszyny zręcznie lawirowały na stołach pokonując tor przeszkód i prezentując swoje możliwości.

zdj32

zdj33

zdj34

zdj35

Po tym pokazie po raz kolejny obeszliśmy stoły wystawowe co raz wypatrując nowych perełek. I chociaż liczba modeli prezentowanych na konkursie była niższa niż w zeszłym roku, nie sposób było wszystko obejrzeć. Zmęczeni udaliśmy się więc do hostelu, co by zameldować się i odpocząć przed wyruszeniem w miasto. Oczywiście nastąpił przegląd łupów i Ostach uroczyście rozpieczętował zafoliowane pudło z nowym F-16 od TAMIYi wciągając nosem powietrze „made in Japan”. Gorzej było z nastrojem Bartka, który po rozpieczętowaniu pudełka ujrzał… kolejny zestaw dodatków do samolotu w skali 1/72 zamiast spodziewanego 1/48. A mówią, że jak ktoś ma pecha to w różnych ciekawych miejscach na gwoździa może trafić…

W celu podreperowania nastrojów wyruszyliśmy w kierunku rynku na umówione modelarskie piwo… a potem była niedziela.

zdj36

Nie tak wczesnym rankiem przywitała nas kaprawa facjata bezimiennego Clinta, który próbował poderwać nas z łóżek „za kilka dolarów więcej”. Nie udało mu się, więc zwiedzanie Bytomia w poszukiwaniu lokalu serwującego śniadania przełożyliśmy na późne przedpołudnie. Nie wiem czy to pora dnia czy euforia Ostacha spowodowana nowym nabytkiem modelarskim, ale poczuł potrzebę pojeżdżenia autem pod prąd (tam nie było żadnego znaku – przyp. Ostach).

Na szombierkową halę zajechaliśmy dosyć późno, przez co dłuższą chwilę trwały poszukiwania miejsca parkingowego. Nasz kierowca, znany z perfekcjonizmu nie tylko w modelach, ale także w życiu codziennym, 4 razy przeparkowywał auto, aby dobrze się zgrało z kompozycją na parkingu.****** Być może czynił to w obawie przed małym BMW szalejącym nieopodal i w trosce o lakier swojego wehikułu.

zdj37

zdj38

Pierwsze kroki skierowaliśmy do odwiedzanego wczoraj dwa razy stoiska, gdzie Bartek bez problemu zareklamował niedoskalowany produkt i zażądał pozostawionych wczoraj biletów NBP, po czym ruszył wypatrywać kolejnego fantu, który wzbogaciłby jego kolekcję. Tym razem postanowił wspomóc rodzimych producentów i zainteresował się nowością firmy Karaya czyli limitowanym SU-22M4 Fitter K. Tym razem szczęście się do niego w końcu uśmiechnęło i trafił na gratisa w postaci oddzielnie zapakowanego (zafoliowanego?) pilota, choć wg. mnie i Ostacha nie trzymał on skali.

zdj39

zdj40

Niestety zbliżała się już godzina zakończenia imprezy i część prac zniknęła ze stołów. Po raz ostatni zaczęliśmy krążyć wypatrując tego, czego wcześniej nie zdążyliśmy popodziwiać. Zenon wypatrzył nową towarzyszkę plastikowego żywota

zdj41

a Bartek i Ostach, chociaż wierni plastikom i żywicy, doceniali to, co naturalne, choć dosyć nieśmiało i z niepewnymi minami:

zdj42

zdj43

A Chrupek zdecydowanie miał nas już dosyć:

zdj44

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, iż tegoroczne zakończenie imprezy odbyło się wyjątkowo punktualnie, co przy takim rozmachu organizacyjnym może stanowić nie lada wyzwanie. I dopiero podczas rozdania wyróżnień można było się zorientować jak liczną grupę modelarzy stanowili młodzicy i juniorzy. Cieszy to tym bardziej, że nasze hobby nadal nie jest zbyt popularne, nieuznawane za sport, a w drastycznych przypadkach po prostu niedoceniane i bagatelizowane. Jednym ze zgrzytów było to, że narybek polskiego modelarstwa został potraktowany dosyć osobliwie, gdyż został wyróżniony medalami, które zostały organizatorom z ubiegłego roku. No taki wstyd na największej imprezie modelarskiej w kraju…

Nadal irytuje też sposób wyczytywania nazwisk kolejnych nagrodzonych. Chociaż na dyplomach tekst został skomponowany odpowiednio, to przy wywoływaniu kolejnych medalistów forma „wyróżnienie dla… Zenon Tankista” i strach przed próbą odmiany imienia i nazwiska są po prostu śmieszne. Na przyszły rok sugeruję wywieszenie bannera z tekstem „nagrodę otrzymuje…” i powieszenie jej nad trybunami, frontem do konferansjera.

Rozumiem też, że aby uniknąć przedłużania zakończenia, zrezygnowano z wyczytywania za co dany modelarz otrzymuje nagrody. Szkoda, chociażby z tego powodu, że nie każdy każdego zna, a nawet jak kojarzy, to nie zawsze wie co wystawił do konkursu. Tym bardziej, że podczas tegorocznej edycji wśród wyróżnionych pojawiło się sporo nowych nazwisk. Nadal postulujemy, aby chociaż główne nagrody, diamenty i memoriały były prezentowane publiczności w postaci zdjęć podczas rozdania nagród. A jeżeli to taki problem, to deklarujemy chęć pomocy w przyszłym roku i zmontowania odpowiedniego materiału zdjęciowego.

I żeby nie było, że wracaliśmy z pustymi ręcami:

zdj45

Tekst: FAZZY_bez_humoru

Zdjęcia: FAZZY_bez_humoru i DivinE

Ponieważ nie sposób zrobić zdjęcia wszystkich modeli na tak ogromnej imprezie, odsyłam do bloga DivinE’a (http://tauempire.blogspot.com/) gdzie znajdziecie ponad pół tysiąca zdjęć z konkursu w Bytomiu.

* a niech raz będzie normalny tytuł

** z racji gracji, z jaką się poruszał, nie wagi czy lufy

*** na konkursach nigdy nie jest spokojnie, ale ten niepokój to jedna z głównych atrakcji

**** monkey see, monkey do

***** powszechnym jest w środowisku przekonanie, że im większy mięsień piwny modelarz posiada tym lepsze modele czyni (nie dotyczy niektórych przedstawicieli IPMS Warszawa i innych suchoklatesów)

****** może czas już wznieść się na wyżyny modelarskiego fachu i zacząć budować dioramy?

MACK AC, 1/72, RPM

Model chyba mało znany za to producent jak najbardziej – RPM. Oczywiście z okropnej jakości produktów. Dlaczego więc wybrałem ten model? Wybrałem go gdyż mi się spodobał. 😀

Składało mi się go nawet nieźle, pomijając walkę z przesunięciami i dziurami. Model tradycyjnie malowany farbami Vallejo. Renówka na pace pochodzi z First to Fight i składało się ją o wiele lepiej.